Kiedy zaczynaliśmy, ktoś mądry powiedział nam: „Po co wam własna strona, skoro można założyć grupę na Facebooku i mieć wszystko od ręki?”. I faktycznie - kusiło. Bo niby po co się męczyć, skoro na FB są gotowe narzędzia, ludzie, zasięgi. Ale im dłużej w tym siedzieliśmy, tym bardziej czuliśmy, że to nie jest nasze miejsce. Że zamiast rozwijać coś po swojemu, ciągle tańczymy pod melodię, którą grają algorytmy. Że patrzymy na każde słowo jak na minę, która może wybuchnąć i rozwalić wszystko, co zbudowaliśmy. To męczyło. A my od początku wiedzieliśmy, że ta przestrzeń ma być dla ludzi, którzy chcą się poczuć swobodnie, a nie dla robotów filtrujących treści.

Nie chcieliśmy sytuacji, w której ktoś, żeby z nami być, musi zakładać dodatkowe konta w miejscach, których nie lubi albo się ich obawia. Chodzi o dyskrecję, ale też zwykły komfort. Bo co innego wysłać nam prywatną wiadomość na własnym koncie, a co innego robić to na platformie, gdzie pół szkoły Twojego dziecka i kuzyn z trzeciego końca Polski mogą przypadkiem to zobaczyć. Nasza społeczność jest specyficzna, w dobrym tego słowa znaczeniu, i potrzebuje miejsca, gdzie człowiek nie musi zastanawiać się pięć razy, zanim kliknie „Wyślij”.

FB przez lata przyzwyczaił nas, że trzeba się pilnować. Że trzeba filtrować, kombinować, omijać tematy, które są dla nas normalne, ale tam już uchodzą za kontrowersyjne. I to zaczęło nas irytować, bo w tym wszystkim gubi się sens - to przecież miało być miejsce, gdzie można być sobą. A jak masz w głowie policjanta z linijką, to przestajesz pisać tak, jakbyś mówił naprawdę. To jest trochę jak rozmowa z kimś, kto co chwilę przerywa i mówi „Tego nie możesz powiedzieć”.

Zbudowanie własnej strony to był krok trudny, ale potrzebny. Tu możemy ustalić zasady po swojemu. Najważniejsze? Bezpieczeństwo. U nas nie ma przypadkowych podglądaczy, którzy wchodzą tylko po to, żeby zebrać zdjęcia i zniknąć. Nie ma ludzi, którzy tworzą dziesięć kont tylko po to, żeby udawać kogoś innego. Każdy jest anonimowy dla reszty, ale jednocześnie zweryfikowany. To oznacza, że nie jesteś anonimowy dla nas, więc nie ma przestrzeni dla tych wszystkich internetowych cwaniaków, którzy w innych miejscach psują atmosferę.

I wiecie co? To działa. Mamy spokój. Mamy ludzi, którzy są tu, bo chcą być, a nie bo wyskoczył im post w feedzie między reklamą kosiarki a zdjęciem obiadu znajomego. Mamy swoje zasady, ale przede wszystkim mamy świadomość, że dane wrażliwe - takie jak zdjęcia rodzinne czy adres zamieszkania - są chronione i nie wylecą w niekontrolowany sposób.

Chcę też w tym miejscu powiedzieć coś osobistego. Jest ktoś taki, kto od dawna próbuje nam kopać dołki. Nazwijmy ją „Pani L.”. W sumie to już bardziej anegdota niż problem, bo każde jej działanie zamiast nas zatrzymać, daje nam nowy powód, żeby robić więcej. Nie wiem, czy to przez przekorę, czy po prostu lubimy udowadniać, że się da. Ale serio - dzięki takim ludziom człowiek uczy się, że najlepszą odpowiedzią na podcinanie skrzydeł jest rozmach.

Oczywiście, wciąż mamy grupę na FB. Ale dziś pełni ona inną rolę - to jest tylko i wyłącznie wizytówka. Promocja strony. Żadnych dyskusji, które mogłyby tam polecieć w kosmos. Żadnych treści, które musielibyśmy autocenzurować. Jeśli ktoś chce z nami być naprawdę - jest tutaj, na stronie. A jeśli lubi przeglądać zdjęcia na Instagramie, to też spoko, bo tam wrzucamy materiały przedpremierowe, czasem nawet takie, których nigdy nie będzie na stronie.

Ludzie pytają nas czasem: „A YouTube? Kiedy kanał?”. Prawdę mówiąc - nie wiemy. Bo jeśli go zrobimy, to nie po to, żeby wrzucić trzy filmy i o nim zapomnieć. Musiałby być zrobiony tak samo, jak wszystko, co tu robimy - z rozmachem, pomysłem i sercem. A pomysłów mamy naprawdę sporo, niektóre już się dzieją, inne czekają w kolejce.

Dziś, w momencie kiedy to piszę, planujemy być w klubie Origami we Wrocławiu. Jeśli ktoś z Was chce nas poznać, to będzie dobry moment. A jeśli nie wtedy, to spokojnie - będziemy też w innych miejscach. Chcemy, żeby każdy miał okazję porozmawiać z nami twarzą w twarz, bo internet jest fajny, ale nic nie zastąpi tego momentu, kiedy patrzysz komuś w oczy i widzisz, że to wszystko nie jest tylko wirtualną bańką.

Dziękujemy Wam, że jesteście. Że wspieracie, że piszecie, że czasem krytykujecie - bo to też jest potrzebne. Dziękujemy za zaufanie, bo bez niego żadna marka, żaden projekt, żadna strona by nie przetrwała. I obiecujemy jedno - będziemy robić swoje, bez względu na to, co wymyślą algorytmy czy Pani L. Bo to jest nasze miejsce. I Wasze.