To pytanie potrafi siedzieć w człowieku długo, zanim w ogóle odważy się je wypowiedzieć na głos. Jest jak skrzynia, którą ktoś postawił w środku pokoju i przykrył kocem. Udajesz, że jej nie ma, ale potykasz się o nią codziennie. Czasem w rozmowach o seksie, czasem w spojrzeniu na swoje ciało w lustrze, czasem w ciszy po kłótni z partnerem. W końcu jednak przychodzi moment, kiedy trzeba ten koc zdjąć, a wieko skrzyni unieść - nawet jeśli w środku są rzeczy, których nigdy nie chciałeś oglądać.
Zanim staliśmy się dorosłymi, którzy wybierają, z kim chcą spać, jak chcą kochać i jakie granice ustalają - byliśmy dziećmi. Dziećmi zależnymi od świata dorosłych, od ich czułości, opieki, reakcji, a czasem także od ich milczenia. Jedni dorastali w domach, gdzie przytulenie było tak naturalne jak oddychanie, inni w miejscach, gdzie ręce dorosłych potrafiły być zbyt ciężkie, zbyt chłodne albo pojawiały się tylko wtedy, gdy trzeba było ukarać. Każdy z nas ma swój bagaż - i choć nie zawsze chcemy o nim mówić, on potrafi decydować o tym, jak dziś czujemy się w swojej skórze.
Dotyk jest pierwszym językiem, jakim się komunikujemy. Jeszcze zanim potrafimy mówić, czujemy, czy ktoś nas tuli z ciepłem, czy tylko „trzyma”, jakby w obowiązku. W zdrowym dzieciństwie ciało staje się miejscem, w którym można odpocząć - ufamy, że bliskość jest dobra. Ale jeśli dotyk był związany z bólem, z przekroczeniem granic, albo pojawiał się nieprzewidywalnie, ciało może stać się terenem niepewnym. W dorosłości czasem próbujemy to odczarować. Niektórzy robią to przez świadome eksplorowanie swojej seksualności - na przykład w świecie swingowania, gdzie dotyk bywa czysty w swojej umowie: daję ci go, bo chcę, bo ty też chcesz, bo wszystko zostało powiedziane wcześniej. I to działa jak plaster na stare rany. Ale inni wciąż czują, że każde zbliżenie to test zaufania. Że nawet jeśli jest dobrze, ciało pod spodem czuwa - jak pies, który kiedyś był bity i teraz drży przy każdym szybkim ruchu.
Wstyd to druga warstwa, której często nie widać, a która potrafi rządzić całym naszym życiem. Wiele osób nosi w sobie echo zdań, które słyszeli jako dzieci: że „dziewczynki się tak nie zachowują”, że „chłopcom nie wypada płakać”, że „o pewnych rzeczach się nie mówi”. Takie słowa, rzucone może bez złej woli, potrafią zamienić się w niewidzialny kaganiec. W dorosłości to wychodzi na różne sposoby - niechęć do nagości, brak umiejętności mówienia o tym, czego się pragnie, udawanie orgazmów, byle tylko mieć to za sobą. Czasem wręcz przeciwnie - ucieczka w intensywne, przypadkowe kontakty, które mają udowodnić, że „już mnie to nie rusza”. Ale pod spodem wciąż jest ten sam wstyd z dzieciństwa, który szeptał, że twoje ciało jest problemem.
Są też tacy, których dzieciństwo nauczyło jednego - jeśli nie będziesz panować nad wszystkim, wszystko ci się rozsypie. To mogą być ludzie, którzy w łóżku trzymają w ręku niewidzialny scenariusz: wszystko musi się wydarzyć według ich zasad, inaczej czują lęk. Albo odwrotnie - oddają się całkowicie, bo nauczyli się, że kontrolowanie czegokolwiek i tak nic nie da. W świecie relacji otwartych te schematy potrafią być szczególnie widoczne. Tu nie ma miejsca na udawanie - jeśli czujesz zazdrość, to ją poczujesz; jeśli boisz się odrzucenia, prędzej czy później wyjdzie to na wierzch. To może być trudne, ale jest też szansą na uświadomienie sobie, że kontrola bywa jedynie iluzją ochrony, a prawdziwe bezpieczeństwo rodzi się dopiero wtedy, gdy pozwolisz komuś podejść bliżej.
Jednocześnie trzeba to powiedzieć jasno - trauma z dzieciństwa nie jest wyrokiem na całe życie seksualne. Można przejść przez piekło i w dorosłości mieć piękne, czułe, pełne radości życie erotyczne. Można też, mając zupełnie dobre dzieciństwo, wcale nie odczuwać potrzeby głębokiej eksploracji seksualnej. I jedno, i drugie jest w porządku. Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie jesteśmy świadomi, jak bardzo nasze doświadczenia sterują naszymi reakcjami. Wtedy nie wiemy, dlaczego nagle czujemy lęk, gdy partner sięga po rękę; nie rozumiemy, skąd ta dziwna pustka po seksie, który „powinien” był być dobry.
Kiedy zaczynasz grzebać w tych warstwach, dzieje się coś dziwnego. Czasem odkrywasz, że to, co myślałeś, że jest o seksie, tak naprawdę jest o bezpieczeństwie. Że twoje pragnienia są podszyte potrzebą bycia widzianym. Albo że granice, które stawiasz, są tak naprawdę starym murem, który miał cię chronić, a teraz tylko utrudnia ci wyjście na świat. W relacjach swingerskich widać to jak w soczewce - tu nie wystarczy ładny uśmiech. Trzeba mówić, co się czuje. Trzeba umieć usłyszeć „nie” i samemu je powiedzieć. I trzeba być gotowym, że czasem ktoś dotknie nie tylko twojego ciała, ale też czegoś, co od dawna chciałeś trzymać zamknięte.
Nie ma jednej recepty na to, jak uzdrowić swoją seksualność po trudnym dzieciństwie. Jedni idą na terapię, inni rozmawiają godzinami z partnerem, jeszcze inni rzucają się w doświadczenia, które z pozoru wyglądają jak szaleństwo, ale tak naprawdę są aktem odzyskiwania siebie. Może to być pierwszy świadomy pocałunek, który nie ma w sobie presji. Może to być noc, kiedy po raz pierwszy pozwalasz sobie na łzy w ramionach kogoś, z kim przed chwilą uprawiałeś seks. Może to być też dzień, kiedy mówisz: „Dziś nie chcę” - i to jest w porządku, i nikt nie próbuje cię przekonać.
W świecie, w którym możesz wszystko i nic nie musisz, najtrudniejsze bywa właśnie to: odkryć, czego tak naprawdę chcesz. A kiedy już to odkryjesz - dać sobie do tego prawo. Nawet jeśli oznacza to rozplątywanie historii zapisanej w ciele od lat.
Jak nasze traumy z dzieciństwa wpływają na naszą seksualność?
❤️ 21 polubień
Zaloguj się, aby polubić.
Zaloguj się, aby zobaczyć komentarze społeczności i dołączyć do dyskusji.
ZALOGUJ SIĘ
