Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie: kolorowe zdjęcia, kluby pełne świateł, pary na forach opisujące swoje ekscytujące doświadczenia. W sieci roi się od opowieści o otwartości, radości, spełnieniu. Kiedy ktoś zaczyna interesować się swingowaniem, łatwo uwierzyć, że wystarczy wejść do tego świata i od razu będzie jak w filmie. W praktyce sporo osób pojawia się na chwilę, próbuje i znika. Czasem bez słowa, czasem z rozczarowaniem, które później zamienia się w opowieść o „złych doświadczeniach”.

Jednym z najczęstszych powodów jest zwyczajne nieprzygotowanie psychiczne. Wielu ludzi myśli, że skoro w głowie pojawiła się fantazja, to ciało i emocje automatycznie za nią nadążą. A to tak nie działa. Bywa, że ktoś umawia się na pierwsze spotkanie, jeszcze zanim zdąży naprawdę porozmawiać o swoich granicach z partnerem. W klubie okazuje się, że obraz z wyobraźni nie pasuje do tego, co widzi na żywo. Napięcie, stres, niepewność - tego nie da się wyłączyć jednym przyciskiem. Niektórzy próbują udawać, że nic się nie dzieje, ale ich twarze mówią wszystko. Potem wracają do domu i obiecują sobie, że to był pierwszy i ostatni raz.

Drugą sprawą są oczekiwania. Świat swingowania jest karmiony obrazami pełnymi perfekcji. Internetowe zdjęcia, opowieści na forach, filmiki - wszystko podkręcone, wyretuszowane, podane w sposób, który ma sprzedawać emocje. A rzeczywistość bywa zupełnie inna. Czasem klub świeci pustkami, czasem większość osób nie odpowiada naszym gustom, czasem rozmowy toczą się bardziej o pracy i codzienności niż o seksie. Ktoś, kto spodziewał się natychmiastowego „wow”, nagle czuje rozczarowanie. I nie wraca, bo ma wrażenie, że został oszukany.

Kolejny punkt to problemy w samym związku. Swingowanie wymaga zaufania i komunikacji. Jeśli para przychodzi, żeby „ratować” swoją relację, zazwyczaj kończy się jeszcze gorzej. Pojawia się zazdrość, poczucie zagrożenia, kłótnie o szczegóły, które wcześniej nie miały znaczenia. Znam pary, które po jednej imprezie rozstały się, bo nie były w stanie poradzić sobie z emocjami. I nie chodzi tu o samego swingu, ale o to, że był tylko katalizatorem tego, co już dawno się w nich działo. Swing nie naprawia, raczej wyciąga na wierzch to, co było ukrywane.

Brak komunikacji to w ogóle największy problem początkujących. Wielu ludzi nie mówi wprost, czego chce. Kobieta obawia się, że jeśli przyzna, że jej się coś nie podoba, to zawiedzie partnera. Mężczyzna boi się, że jeśli powie, że czuje zazdrość, to wyjdzie na słabego. Zamiast rozmowy pojawia się milczenie, a w milczeniu rośnie dystans. Po jednej czy dwóch próbach zderzają się z tym murem i odpuszczają. Łatwiej jest zniknąć, niż wrócić do niewygodnych pytań.

Jest też inna strona - zwyczajne zderzenie z codziennością. Swingowanie brzmi ekscytująco, dopóki jest teorią. Ale trzeba znaleźć czas, pojechać do klubu, zapłacić za wejście, czuć się pewnie wśród obcych. Dla wielu to po prostu zbyt dużo wysiłku. W Polsce nadal sporo klubów jest w dużych miastach, więc jeśli ktoś mieszka w mniejszej miejscowości, wyjazd staje się całym przedsięwzięciem. Po kilku próbach dochodzą do wniosku, że to za trudne logistycznie i odpuszczają.

Zdarza się też, że ludzie wchodzą do świata swingowania w złym momencie życia. Ktoś właśnie przechodzi kryzys, ktoś inny szuka potwierdzenia własnej atrakcyjności. Wtedy swingowanie staje się narzędziem, które ma załatać dziury w poczuciu własnej wartości. Ale kluby i spotkania to nie terapia - tam nikt nie przytuli, żeby pocieszyć. Jeśli ktoś przychodzi głodny akceptacji, a spotka się z odrzuceniem albo obojętnością, poczuje się jeszcze gorzej. I szybko ucieknie.

Niektórzy znikają też dlatego, że odkrywają, iż to po prostu nie ich świat. Chcieli spróbować, spróbowali i nie poczuli się dobrze. I to też jest w porządku, choć rzadko się o tym mówi. Ludzie wolą opowiadać o sukcesach niż o tym, że coś zwyczajnie nie pasowało.

Piszę to z doświadczenia ostatnich lat. Widziałem dziesiątki nowych twarzy, które pojawiały się w klubach, pełne ekscytacji, a potem zniknęły bez śladu. Czasem wracali po roku, czasem już nigdy. I nie ma w tym nic złego - każdy ma prawo sprawdzić i odejść. Problem pojawia się, kiedy te odejścia są wynikiem braku szczerości z samym sobą albo partnerem.

Swingowanie może być fascynujące, ale nie jest dla każdego i nie musi być. Największy błąd popełniają ci, którzy wchodzą w ten świat, udając, że nie mają wątpliwości. A wątpliwości są normalne. Nie trzeba się ich bać, tylko o nich mówić. To trudniejsze niż wrzucenie kilku zdjęć na portal czy pojawienie się w klubie, ale na dłuższą metę jedyne, co daje szansę na prawdziwe doświadczenie, a nie tylko szybkie rozczarowanie.

Może ten tekst zabrzmi zbyt ostro dla niektórych. Może ktoś się obrazi, że zamiast bajkowej opowieści daję obraz pełen niedoskonałości i rozczarowań. Ale to właśnie one tworzą prawdziwy obraz początkujących w świecie swingowania. I jeśli dzięki temu choć jedna para usiądzie, porozmawia i da sobie czas, zanim zdecyduje się na pierwszą imprezę - to było warto.