Kiedy rozmawiam ze znajomymi o swingu, prędzej czy później pada temat mężczyzn. To oni - przynajmniej w stereotypowym wyobrażeniu - mają być głównymi graczami tej zabawy. Facet, który opowiada, że marzy o wspólnych spotkaniach, że jego partnerka jest otwarta, że wszystko już „dogadane”. Ale często bywa jak w tym powiedzeniu: krowa, która głośno muczy, niewiele daje. W swingu widać to szczególnie wyraźnie, bo różnica między gadaniem a działaniem jest gigantyczna.
Najpierw mit najczęściej powtarzany - że mężczyźni to wiecznie gotowe maszyny do seksu, które tylko czekają na okazję. Brzmi znajomo? Wystarczy przejrzeć fora albo grupy dyskusyjne. Tam roi się od wpisów: „szukam pary”, „gotowy na wszystko”, „spełnię każde fantazje”. W praktyce okazuje się jednak, że wielu z tych mężczyzn przy pierwszym spotkaniu gubi oddech, a przy drugim nawet nie przychodzi. Głośne deklaracje, a potem pustka. Takie kontrasty sprawiają, że wiele par z dystansem podchodzi do solowych facetów.
Nie chodzi nawet o same umiejętności łóżkowe. W swingu dużo ważniejsze jest, czy ktoś potrafi być normalny - usiąść, pogadać, nie ślinić się przy każdym spojrzeniu kobiety. Wbrew pozorom to wcale nie jest takie oczywiste. Spotkałem kiedyś parę, która zrezygnowała z umawiania się z singlami, bo - jak mówili - „oni wszyscy myślą, że to casting do filmu, a nie spotkanie ludzi”. I coś w tym jest. Zamiast atmosfery - presja. Zamiast śmiechu - napięcie.
Drugi mit dotyczy ilości. Mężczyźni lubią mówić o liczbach: ile razy, ile kobiet, ile par. Tak jakby samo powtarzanie słowa „dużo” miało podnieść ich wartość. Tyle że w praktyce liczy się jakość, a nie ilość. Miałem kiedyś okazję obserwować gościa, który na każdym spotkaniu opowiadał, że „wczoraj trzy razy, a dzisiaj to już nie wiem, czy dam radę”. Po godzinie wyszło, że nie dał rady ani razu. Tak właśnie działa ta krowa mucząca - hałas, opowieści, a efekt żaden. Co więcej, takie podejście odbiera radość wszystkim dookoła, bo zamiast luzu i zabawy pojawia się rywalizacja.
Kolejny mit - że w swingu mężczyzna jest zawsze w centrum. Niby on prowadzi, on decyduje, on ma kontrolę. A prawda bywa odwrotna. To kobieta częściej nadaje rytm, wybiera tempo i ustawia granice. I dobrze, bo dzięki temu całość ma sens. Widziałem wielu facetów, którzy nie potrafili tego przyjąć - bo nagle okazywało się, że nie oni grają główną rolę. I zamiast cieszyć się chwilą, obrażali się, że „nie było dla nich miejsca”. Swing bywa brutalnym lustrem: pokazuje, kto potrafi odpuścić, a kto musi udowadniać, że jest najważniejszy.
Są też fakty, które łatwo przeoczyć, bo przykrywają je te wszystkie opowieści. Na przykład to, że część mężczyzn wchodzi w swing nie dla seksu, ale dla atmosfery. Brzmi dziwnie? Sam byłem zaskoczony, gdy usłyszałem od jednego gościa: „ja lubię patrzeć, dla mnie największa frajda to widzieć moją żonę w akcji”. Nie chodziło mu o rezygnację z własnych przyjemności, tylko o inną optykę. I nagle okazało się, że w tej społeczności jest miejsce także dla takich ról - obserwatorów, moderatorów, czasem bardziej przyjaciół niż kochanków.
Warto też wspomnieć o jeszcze jednym fakcie: wielu mężczyzn ma ogromny problem z tym, żeby przyznać się do niepewności. Łatwiej napisać na czacie, że się „zaspokoi każdą kobietę”, niż powiedzieć otwarcie: „stresuję się, nie wiem, jak to będzie”. A przecież ta druga wersja brzmi o wiele bardziej ludzko. Niektóre pary właśnie tego szukają - autentyczności. Świadomości, że po drugiej stronie jest człowiek, nie postać z reklamy viagry. I czasami ten niepewny facet okazuje się lepszym kompanem zabawy niż pewniak, który rozczarowuje już po pięciu minutach.
Powiedzenie o krowie, która głośno muczy, wraca do mnie regularnie, bo tak naprawdę dotyczy nie tylko seksu. Dotyczy życia w ogóle. Ilu ludzi znasz, którzy na Facebooku wrzucają codziennie zdjęcia z siłowni, a potem okazuje się, że po trzech schodach sapią? Ilu znasz takich, którzy chwalą się podróżami, a nie potrafią powiedzieć, co zobaczyli poza hotelowym barem? Swing to tylko kolejna scena, na której wychodzi, kto naprawdę coś wnosi, a kto tylko robi szum.
Zastanawiam się, czy te mity kiedykolwiek znikną. Chyba nie. Mężczyźni w swingu zawsze będą budzić emocje, bo balansują między oczekiwaniami a realnością. I nie ma w tym nic złego. Ważne, żeby odróżniać słowa od czynów. Bo gadanie jest tanie, a prawdziwe spotkania weryfikują wszystko błyskawicznie. Czasem brutalnie, ale sprawiedliwie.
Patrzę na to tak: jeśli ktoś naprawdę ma coś do zaoferowania - nie musi o tym mówić. To się i tak okaże. A jeśli ktoś tylko muczy, to lepiej od razu wiedzieć, że mleka nie będzie. Dzięki temu mniej rozczarowań, a więcej miejsca dla tych, którzy potrafią cieszyć się chwilą i dać coś realnego - nawet jeśli nie jest to idealne, spektakularne czy warte przechwałek.
Mity i fakty o mężczyznach w swingu. Dlaczego krowa, która dużo muczy, mało mleka daje?
Zaloguj się aby polubić
Zaloguj się aby zobaczyć komentarze
☕ Wesprzyj nasz projekt
Podoba Ci się Świat Swingu?
Nasz portal jest i zawsze będzie całkowicie bezpłatny. Nie zamęczamy Cię wyskakującymi, irytującymi reklamami. Jeśli doceniasz naszą pracę, czas poświęcony na rozwój społeczności oraz pisanie artykułów, możesz postawić nam wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga nam opłacić szybkie serwery i rozwijać nowe funkcje!
