Kiedy myślę o intymności, pierwsze skojarzenia przychodzą szybko - łóżko, dotyk, seks. Ale im dłużej żyję, tym bardziej przekonuję się, że to zbyt płytka odpowiedź, taka, którą łatwo rzucić w rozmowie przy winie, a która tak naprawdę nie odsłania tego, co najcenniejsze. Intymność nie jest jedną sceną, jednym gestem. To raczej proces, który rozciąga się w czasie, powoli, niekiedy w sposób, którego nawet nie zauważasz, dopóki nie stanie się oczywisty.
Pamiętam wieczór sprzed kilku lat, zwykły, bez znaczenia dla kalendarza. Siedzieliśmy w kuchni, oboje zmęczeni po pracy, a mimo to nie spieszyło się nam do spania. W radiu leciały jakieś powtarzane w kółko hity, które zwykle mnie drażniły, ale tamtego wieczoru nie miały znaczenia. Rozmawialiśmy o czymś tak prozaicznym jak zakupy i zepsuty kran. A potem nagle przeszliśmy do dzieciństwa, do historii, które nigdy wcześniej nie wyszły na światło dzienne. Nikt się nie rozbierał, nikt nie zapraszał do sypialni. A jednak to właśnie wtedy poczułem, że dzieje się coś naprawdę intymnego.
Nie wiem, czy można uchwycić jedną definicję intymności. Czasem myślę, że to umiejętność bycia razem w ciszy, bez poczucia, że trzeba coś dodawać, żeby było „fajnie”. Innym razem wydaje mi się, że intymność zaczyna się tam, gdzie pojawia się odwaga pokazania własnej kruchości. To moment, w którym można wyznać, że boisz się jutra, że martwi cię coś tak małego, że aż głupio o tym mówić. A druga osoba nie śmieje się, nie przewraca oczami, tylko kiwa głową i zostaje.
Dziś, kiedy piszę ten tekst, siedzę przy biurku, za oknem deszcz tłucze w blaszany parapet. I zastanawiam się, ile razy sam uciekłem od intymności. Bo ona bywa trudna. Łatwiej rozebrać się fizycznie niż otworzyć na słowa, które niosą ze sobą ryzyko odrzucenia. Łatwiej udawać, że wszystko jest w porządku, niż przyznać, że nie wiesz, co dalej z twoim życiem. Może właśnie dlatego intymność jest tak rzadka - nie dlatego, że brakuje nam okazji, ale dlatego, że boimy się konsekwencji jej prawdziwego pojawienia się.
Są tacy, którzy sprowadzają intymność tylko do fizyczności, i ja też przez lata miałem podobną wizję. Wydawało się, że jeśli jest dotyk, jeśli są pocałunki, to to wystarczy. Ale później zrozumiałem, że ciało potrafi kłamać. Możesz spać obok kogoś przez miesiące i nigdy nie poczuć się naprawdę blisko. Możesz znać każdy centymetr skóry, a jednocześnie nie wiedzieć, co dzieje się w głowie partnera. Intymność to nie tylko to, że ktoś cię przytula. To też pytanie: czy przytulając mnie, naprawdę tu jest?
Kiedyś zapytałem znajomych, co dla nich oznacza intymność. Jedna osoba powiedziała, że to moment, gdy może się rozpłakać bez wstydu. Inna, że to wspólne gotowanie, które kończy się bałaganem w kuchni, ale nikomu to nie przeszkadza. Ktoś jeszcze inny mówił o milczeniu w podróży samochodem, gdy nie ma potrzeby zagadywania ciszy. Te wszystkie odpowiedzi tak różne, a jednak w gruncie rzeczy podobne - każda mówi o poczuciu bezpieczeństwa, w którym nie trzeba grać żadnej roli.
Ale intymność bywa też czymś, co tracimy. Zdarza się, że byliśmy jej blisko, a potem coś się łamie - słowo wypowiedziane w złości, zdrada, czy nawet zwykła codzienna obojętność. I wtedy to, co kiedyś wydawało się oczywiste, nagle staje się niedostępne. To trochę jak z kluczem, który gubi się w najmniej odpowiednim momencie. Wiesz, że gdzieś powinien być, ale nie potrafisz go znaleźć. W relacjach czasem naprawdę można żyć obok siebie jak obcy, choć jeszcze wczoraj było inaczej.
Nie chcę jednak udawać, że intymność to tylko romantyczne relacje. Zdarza się też między przyjaciółmi, a nawet w chwilowych spotkaniach. Rozmowa z nieznajomym w pociągu, kiedy nagle otwierasz się bardziej niż wobec ludzi, których znasz od lat - też może być intymna. Może właśnie dlatego, że wiesz, że nigdy więcej się nie zobaczycie, więc nie ma ryzyka oceny.
Piszę o tym wszystkim z poczuciem, że temat wymyka się każdej próbie zdefiniowania. Może intymność jest jak powietrze - niby zwykła rzecz, a kiedy jej zabraknie, od razu czujesz duszność. A może to coś bardziej skomplikowanego: sieć momentów, które tylko w całości tworzą poczucie bliskości.
Dziś myślę o intymności jako o luksusie, ale nie takim z katalogu. Bardziej jak o luksusie posiadania kogoś, kto zna twoje najgorsze strony i wciąż wybiera, żeby zostać. Nie chodzi o wielkie wyznania ani spektakularne gesty, ale o to, że po całym dniu możesz wrócić i zdjąć z siebie maskę. Jeśli ktoś wtedy nie ucieka - to jest właśnie intymność.
Zaloguj się, aby zobaczyć komentarze społeczności i dołączyć do dyskusji.
ZALOGUJ SIĘ
