Czyli o jednej z najczęstszych obaw przed wejściem do świata klubów swingerskich

Ten post zainspirowany jest jednym z Waszych ostatnich wpisów na naszej grupie. I choć temat pojawia się regularnie, to warto do niego wracać – bo dla wielu to właśnie ta jedna myśl potrafi zatrzymać przed przekroczeniem progu klubu: „A co, jeśli spotkam kogoś znajomego?”

To całkiem naturalne. Strach przed konfrontacją z kimś „z zewnątrz”, kto zna nas z innego kontekstu – pracy, sąsiedztwa, siłowni, szkoły dziecka – może być naprawdę silny. W końcu przez całe życie jesteśmy uczeni, by rozdzielać sferę prywatną, intymną i publiczną. A świat erotycznych przygód, szczególnie ten tak otwarty jak środowisko swingersów, wciąż dla wielu funkcjonuje jako „coś ukrytego”. Coś, czego się nie pokazuje, o czym się nie mówi na głos. Więc kiedy pojawia się możliwość, że ktoś z naszego codziennego świata zobaczy nas w tym innym świetle – pojawia się lęk.

Ale… spójrzmy na to z drugiej strony.
Jeśli Ty jesteś w klubie – to znaczy, że przyszedłeś tam z konkretną intencją. Może po przygodę, może z ciekawości, może po spełnienie fantazji. Niezależnie od powodu – jesteś tam, bo tak zdecydowałeś. A jeśli spotykasz tam kogoś znajomego… to on też tam przyszedł. Z dokładnie takim samym zamysłem. Czyli jesteście po tej samej stronie. Czy to nie jest paradoksalnie łączące?

To spotkanie nie musi być niezręczne. W rzeczywistości – bardzo często kończy się ono uśmiechem, porozumiewawczym spojrzeniem i cichym: „Aaa, czyli też tu jesteście?” Nierzadko prowadzi do jeszcze większego luzu, czasem do wspólnych rozmów, a nawet wspólnych zabaw – ale tylko wtedy, jeśli obie strony tego chcą. W środowisku swingerskim obowiązuje jedna bardzo ważna zasada: szacunek do granic drugiego człowieka. Jeśli spotykasz znajomych i żadna ze stron nie ma ochoty na interakcję – wystarczy skinienie głowy i każdy idzie w swoją stronę. Bez ocen, bez wymuszeń, bez presji.
I jeszcze jedno – spotkanie znajomego w klubie może być też… pozytywne. Może być początkiem czegoś nowego, przełamaniem bariery, której wcześniej nie dało się ruszyć. Zdarzało się nieraz, że znajomość „spoza” nagle nabierała zupełnie nowej głębi właśnie dlatego, że obie strony odkryły, że mają podobne pragnienia, potrzeby i odwagę, by za nimi podążać.

Oczywiście – wszystko zależy od dojrzałości obu stron. Ale przecież to nie klub sam w sobie buduje napięcie, tylko nasze przekonania. A te można zmienić. Warto pamiętać, że kluby swingerskie to nie są dzikie imprezy bez reguł. To przestrzenie z zasadami, z etykietą, z kulturą – bardziej świadomą niż w wielu „normalnych” miejscach.

Jeśli naprawdę boisz się spotkać kogoś znajomego – możesz zawsze zacząć od klubu w innym mieście, albo przyjść na imprezę tematyczną, gdzie jest więcej anonimowości. Ale z czasem, gdy poznajesz ludzi i nabierasz pewności siebie, ten lęk po prostu… znika. Bo widzisz, że nikt Cię tam nie ocenia. Że nikt nie jest po to, by kogoś rozliczać z wyborów. Że jesteś częścią społeczności, która rozumie, że intymność to nie powód do wstydu.

Więc jeśli kiedyś staniesz przed klubem, gotowy na nowe doświadczenia, ale w ostatniej chwili pojawi się myśl: „A co, jeśli spotkam kogoś znajomego?” – uśmiechnij się. Bo to oznacza, że nie jesteś sam. Że coraz więcej ludzi – może tych, których mijasz codziennie – ma odwagę żyć po swojemu. I może właśnie spotkasz tam kogoś, kto zrozumie Cię lepiej, niż ktokolwiek wcześniej.

A może już spotkaliście kogoś znajomego w klubie? Jak to było? Chcecie się podzielić? Komentarze są Wasze – anonimowe lub nie, jak Wam wygodnie. Rozmawiajmy o tym bez wstydu. Bo jesteśmy tu po to, żeby tworzyć przestrzeń prawdziwej wolności.