Ten post powstał z inspiracji jednym z Waszych wpisów na naszej grupie – za co ogromne dzięki.

Bo chociaż coraz częściej mówimy o wolności, o akceptacji, o różnorodności relacji – to jednak jedno pytanie ciągle wraca jak bumerang:

Dlaczego tak trudno znaleźć kobietę lub mężczyznę do związku otwartego, która/który od początku powie: „Nie chcę być seksualnie monogamiczna/y”?

Polska niby się zmienia.

Coraz więcej mówi się o otwartości, coraz mniej ludzi reaguje szokiem na słowa takie jak „swing”, „poliamoria”, „układ” czy „friends with benefits”. Ale kiedy przychodzi co do czego – do prawdziwych spotkań, relacji, związków, w których uczciwie stawiamy sprawę: nie chcę być seksualnie wyłączna/y – nagle robi się cicho. Albo… trudniej.

Dlaczego?

Bo społeczeństwo jeszcze nie dorosło do tej szczerości.

Z jednej strony – mamy aplikacje randkowe, grupy tematyczne, portale dla otwartych par i singli. Z drugiej – wciąż króluje przekonanie, że seks to coś, co musi iść w parze z wiernością. Że jeśli kogoś kochasz – „to powinien Ci wystarczyć jeden”. Że jeśli nie wystarcza – to znaczy, że coś z Tobą nie tak. Że jesteś rozwiązła/y, niedojrzała/y, egoistyczna/y.

To boli. I prowadzi do sytuacji, w której ludzie żyją w ukryciu, kłamią w związkach, zdradzają… zamiast po prostu powiedzieć:

„Kocham Cię, ale nie chcę być monogamiczny/a seksualnie. To część mnie.”

Tylko że ta szczerość wciąż bywa odbierana jako zagrożenie.

Kobieta, która mówi, że nie chce być wierna jednemu mężczyźnie? Łatwa, niestała, podejrzana.

Mężczyzna, który mówi, że nie chce wyłączności seksualnej, ale jednocześnie chce budować związek? Egoista, niedojrzały, kombinator.

Tymczasem dla wielu z nas to naturalny sposób na życie.

Seksualna monogamia nie jest równoznaczna z miłością. Niektórzy kochają bardzo głęboko – i jednocześnie potrzebują fizycznej różnorodności, emocjonalnych impulsów, nowych bodźców. To nie zabiera nic z uczucia, z zaangażowania, z oddania. To po prostu inny rodzaj relacji. Nie gorszy. Nie lepszy. Po prostu inny.

Ale jak znaleźć osobę, która to rozumie?

Która nie będzie próbowała Cię „nawrócić na monogamię”?

Która nie będzie czuła się mniej ważna, kiedy powiesz, że chcesz sypiać także z innymi?

Prawda jest taka: takich osób jest więcej, niż myślisz.

Problem w tym, że często się chowają. Bo boją się oceny. Bo nie chcą być traktowani jak „zabawka”, „nienormalni”, „niewierni z definicji”. Bo nie mają jeszcze wystarczająco bezpiecznej przestrzeni, żeby o tym mówić.

I właśnie dlatego nasza społeczność ma taką wartość.

Tutaj można być sobą. Powiedzieć wprost:

„Nie interesuje mnie wyłączność seksualna.”

„Chcę budować relację opartą na zaufaniu, ale nie na zakazach.”

„Chcę czuć się wolna/y i kochana/y jednocześnie.”

Czy to trudne? Tak.

Czy wymaga odwagi? Zdecydowanie.

Ale to też daje coś niezwykłego: uczciwość od pierwszego dnia.

Bo najpiękniejsze relacje to nie te „wymuszone normą”, tylko te, w których nikt nie musi udawać, że chce mniej, niż naprawdę pragnie.

Jeśli jesteś osobą, która nie chce być seksualnie monogamiczna – i wie to od początku – zasługujesz na to, żeby spotkać kogoś, kto Cię nie tylko zaakceptuje, ale zrozumie i pokocha taką osobę, jaką jesteś.

Nie „pomimo”, ale właśnie dlatego.

A jeśli znasz to uczucie – że jesteś gotowa/y na związek, ale nie chcesz rezygnować z siebie – napisz o tym w komentarzu.

Pokaż, że jest nas więcej.

I że wolność, miłość i seks naprawdę mogą iść razem – kiedy tylko zdejmiemy z siebie cudze oczekiwania.

Z szacunkiem, z otwartością, bez tabu.