Po tym, jak wrzuciliśmy artykuł o sytuacji, w której para okazuje się tylko nim, a cała reszta to zasłona dymna dla fantazji jednego samotnego faceta, zaczęły spływać wiadomości. Komentarze, jak zwykle po takich publikacjach. Niektóre z nich były zabawne, inne wkurzone, ale jedna zatrzymała mnie na dłużej. Przeczytałem ją kilka razy, zanim odpisałem. I z każdą kolejną linijką miałem to samo wrażenie: że to nie tylko nieprzyjemna przygoda, ale coś, co rozjeżdża człowieka od środka - szczególnie wtedy, gdy łapie się na tym, że mógł to przewidzieć. Że sygnały były. Tylko że zaufanie było większe niż ostrożność.
Nie będę przerabiać tej historii na swój język. Zostawię ją możliwie surową, tak jak została do nas napisana. Jedyne, co zrobiłem, to poukładanie jej, żeby łatwiej się to czytało. Wszystko inne - treść, sens, emocje - są dokładnie takie, jak dostałem w wiadomości.
" Zanim się zaśmiejesz, że dałem się zrobić wiedz, że to nie był mój pierwszy raz. Z parami już się spotykałem. Przez internet też. Nie jestem świeżak. Zawsze uważałem fotki, rozmowy, czasem nawet kamerka. Ale tu jakoś… nie wiem, coś mnie uśpiło. Może przez to, że wszystko wyglądało na normalne. Albo po prostu chciałem w to wierzyć.
Pisałem z nimi kilka tygodni. Małżeństwo z Mazur. Fajni, poukładani. Ona taka wygadana, z pazurem, on spokojniejszy. Mówili, że nie szukają nikogo na siłę, tylko chcą spędzić miły weekend, pogadać, może coś więcej ale bez napinki. Od razu postawili granice. Żadnego przymusu, nic na siłę, wszystko krok po kroku. Pomyślałem okej, ogarnięci ludzie.
Zdjęć wysłali sporo. I nie tylko golizna chociaż to też. Normalne fotki też były. Twarze, kawa na tarasie, pies, domek, grill. Takie zwykłe życie. Wszystko się zgadzało. Zdjęcia z różnych miesięcy, zero dziwnych filtrów. Serio, jakbyś oglądał znajomych na fejsie.
Nie było też żadnego gadania typu „chodźmy od razu do łóżka”. Wręcz przeciwnie chcieli najpierw się poznać, pogadać, spędzić czas. Ja mam już swoje lata, też mi nie zależy na szybkim numerku. Wolę coś spokojnego, bez presji. I wydawało się, że oni myślą podobnie.
Zaproponowali, żebym przyjechał na weekend. Mówili, że mają sporo miejsca, osobny pokój, ogródek, jezioro niedaleko. Że spokojnie, na luzie. Wziąłem wolne w pracy, spakowałem się dzień wcześniej. Nawet wino kupiłem, coś na ruszt. Cieszyłem się. Serio. Miałem w głowie myśl, że może w końcu trafiłem na normalnych ludzi. Bez cyrków.
Jechałem z Dolnego Śląska. Prawie dziewięć godzin za kółkiem. Pogoda byle jaka, ale miałem to gdzieś. Tylko myślałem, że warto. Że może z tego coś będzie.
Jak dojechałem, wszystko wyglądało jak na zdjęciach. Dom duży, zadbany, podwórko jak z katalogu. Trochę mi ulżyło. Pomyślałem dobra, czyli jednak się nie pomyliłem. Zapukałem. Drzwi otworzył facet ten sam ze zdjęć. Uśmiechnięty, bez żadnego spiny. Przywitał się, wpuścił mnie do środka. Powiedział, że jego żona jeszcze w pracy, ale zaraz wróci. Zaoferował drinka, żeby się rozluźnić. No to usiedliśmy, pogadaliśmy. Wydawał się w porządku. Bez żadnych dziwnych tekstów.
Czas leciał. 18:00 mówi, że ona dzwoniła, coś się przeciąga. 20:00 że jakaś awaria. 21:30 już nic nie mówił, tylko dolewał kolejne drinki. Ja już byłem podkurzony, ale jeszcze nie robiłem afery. Mówiłem sobie: spokojnie, może faktycznie coś się stało.
I wtedy, nagle, mówi: „Wiesz co, nie będę cię już dłużej robił w konia. Nie ma żadnej żony. Nigdy nie było. Ale i tak fajnie się gada, więc może… zostaniesz?”.
Zamurowało mnie. Serio. Jakby mi ktoś wylał kubeł zimnej wody na głowę. Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy mu strzelić, czy po prostu wyjść. Nie powiedziałem nic. A on jeszcze dorzucił: „Jak nie chcesz nic więcej, to może chociaż zrobię ci loda?”.
Wstałem. Bez słowa. Poszedłem po torbę i wyszedłem. Trzasnąłem drzwiami. Tyle mnie widział.
Nie miałem siły wracać w nocy. Zawinąłem się do auta i tam przespałem. Zimno było jak cholera. Rano chodziłem bez celu po tej zapadłej dziurze. Sklep otwierali dopiero po siódmej. Kupiłem wodę i chleb. Usiałem na ławce i myślałem, co ze mną nie tak, że dałem się tak zrobić. W końcu zebrałem się do drogi powrotnej. Prawie 700 km z tyłkiem mokrym od potu i głową pełną wstydu.
Po powrocie wywaliłem konto z tego portalu, gdzie się poznaliśmy. Nie miałem już siły. Tylko Wasza grupa mi została. I dobrze. Bo chwilę później serio poznałem tam inną parę. Normalni ludzie. Z nimi mam kontakt do dziś. Ale teraz już zawsze robię jedną rzecz: albo rozmowa wideo, albo chociaż telefon. Zawsze."
„Zostałem sam z Panem, który zaproponował mi loda” - wiadomość, którą dostaliśmy po publikacji poprzedniego tekstu
❤️ 37 polubień
Zaloguj się, aby polubić.
Zaloguj się, aby zobaczyć komentarze społeczności i dołączyć do dyskusji.
ZALOGUJ SIĘ
